Caeremoniale Romanum

Komentarz do Caeremoniale Episcoporum – wstęp

Caeremoniale Episcoporum ukazało się za pontyfikatu Klemensa VIII, promulgowane przez brewe Cum novissime z 14 lipca 1600 roku. Była to nowa księga, która nigdy wcześniej nie istniała, chociaż słowa brewe pozwalają sądzić inaczej. Jej tytuł w pierwszych wydaniach stwierdza nawet, że została właśnie na nowo zreformowana, zamiast że została właśnie opracowana. Jest nowa bardziej pod względem formy niż treści, stanowi połączenie trzech elementów, które zostaną wkrótce przedstawione. Jej kompilacja trwała siedemnaście lat.

Pierwsze wydanie Caeremoniale Episcoporum (źródło: Biblioteka CR).

W grudniu 1582 roku Grzegorz XIII powierzył wykonanie tej pracy dwóm kardynałom przebywającym wówczas w Rzymie: świętemu Karolowi Boromeuszowi, arcybiskupowi Mediolanu (zm. 1584), oraz Gabriele Paleottiemu, arcybiskupowi Bolonii (zm. 1597). Pierwszy zajmował się tym od kilku lat i był głównym orędownikiem tej decyzji. Utworzono zespół redakcyjny, w którego skład wchodzili: Luigi De Torres, Rzymianin, referendarz obu Sygnatur, kanonik bazyliki Matki Bożej Większej, zmarły jako kardynał w 1609 roku; Agostino Fivizzani, Rzymianin, augustianin, zakrystian papieski, zmarły w 1595 roku; Francesco Mucanzio, Rzymianin, ceremoniarz papieski, zmarły w 1592 roku; Curzio De Franchi, Rzymianin, beneficjarz, a następnie kanonik bazyliki św. Piotra, zmarły w 1591 roku; Pietro Galesini, który w Rzymie i Mediolanie służył św. Karolowi Boromeuszowi, ale powrócił do Rzymu, gdy św. Karol wrócił do Mediolanu; był jego przedstawicielem w pracach redakcyjnych i zmarł około 1590 roku. Oprócz pięciu wymienionych osób Giovanni Paolo Clerici, ceremoniarz katedry mediolańskiej, mógł wywierać pewien wpływ z Mediolanu, zwłaszcza za życia św. Karola. Kardynał Paleotti, po powrocie do Bolonii, został zastąpiony przez kardynała kurialnego Antonio Caraffę (zm. 1591). Z pewnością Święta Kongregacja Obrzędów, ustanowiona przez Sykstusa V w 1587 roku, zajęła się zastępowaniem zmarłych i uzupełnieniem dzieła aż do jego publikacji.

Opracowując Caeremoniale Episcoporum zamierzano osiągnąć trzy cele:

  1. wykorzystać dodatki ceremonialne usunięte z oficjalnego Pontificale, które miało ukazać się w 1596 roku;
  2. dostosować do biskupów, katedr i kolegiat Caeremoniale Sanctae Romanae Ecclesiae, sporządzone dla papieża i kaplicy papieskiej;
  3. stworzyć podręcznik ceremonii, podobny do tego, który Paride (po francusku: Paris) Grassi napisał na początku XVI wieku, przeznaczony bardziej do nauczania niż do bezpośredniego wykonywania obrzędów, dla biskupów, kapituł i klasztorów. Chciano książki do studiowania, bez tekstów modlitw.

W tym celu wykorzystano trzy wskazane elementy:

  • a) ogólne zasady i opisy zawarte w dodatkach do licznych pontyfikałów prywatnych, które poprzedziły pontyfikał Klemensa VIII;
  • b) Caeremoniale Sanctae Romanae Ecclesiae, napisane przez dwóch ceremoniarzy papieskich, Agostina Patriziego i Alzatczyka Jeana Burkarda, ukończone w 1488 roku, lecz opublikowane dopiero w 1516 roku przez Cristofora Marcellego pod tytułem Sacrarum caeremoniarum sive rituum ecclesiasticorum Sanctae Romanae Ecclesiae libri tres. Dzieło to, wzbogacone notatkami i dziennikami wcześniejszych ceremoniarzy papieskich, stanowi dalszy ciąg ostatnich Ordines Romani; było często wznawiane aż do 1750 roku i stanowi fundament Caeremoniale Episcoporum;
  • c) książkę napisaną na początku XVI wieku przez P. Grassiego, kanonika bolońskiego i byłego ceremoniarza papieskiego, opublikowaną dopiero w 1564 roku przez Francesca Mucanzia pod tytułem De caeremoniis cardinalium et episcoporum in eorum dioecesibus libri duo. Dostarczyła ona planu i w znacznej części układu rozdziałów Caeremoniale Episcoporum, które przejęło z niej liczne i ważne fragmenty.

Czy osiągnięto cel zamierzony przy pisaniu Caeremoniale Episcoporum, które odtąd będę oznaczał inicjałami C.E.? Ogólnie mówiąc tak. Można być zadowolonym z końcowego rezultatu, zwłaszcza gdy odkrywa się dziwactwa, jakie niekiedy mieli poszczególni redaktorzy. Ostatecznie dzieło dobrze przedstawia naukę Caeremoniale Sanctae Romanae Ecclesiae, z rozsądnymi dostosowaniami odnośnie biskupów. Niekiedy jednak dostosowanie mogłoby być lepsze; rozstrzygnięcie powinno być lepiej uzasadnione; chciałoby się znaleźć więcej stanowczości i mniej wątpliwości.

Jeśli chodzi o redakcję C.E., jest ona dość mierna i pozostawia wiele do życzenia. Podział na rozdziały jest pierwotny. W pierwszych wydaniach tytuły rozdziałów znajdowały się na ich początku. Następnie, w 1729 roku, tytuły przeniesiono, aby utworzyć spis treści; wówczas zamiast tytułu rozdziały otrzymały streszczenie, które nie zawsze dobrze podsumowuje ich treść. Podział rozdziałów na numerowane paragrafy, wprowadzony również w 1729 roku, często wydaje się dziełem przypadku. Przestawiono części zdań, ze znaczną szkodą dla ich znaczenia. Interpunkcja jest bardzo wadliwa. Często dwa zdania tworzą jedno, nawet gdy pierwsze jest warunkowe; dezorientuje to czytelnika, jeśli uzna on, że istnieje zdanie podrzędne, którego w rzeczywistości nie ma. Często występują wyrażenia: „Można uczynić to…”, „Należy…”, „Jeśli to możliwe, jeśli da się to łatwo…”. Innymi słowy, rada i przepis, sugestia i nakaz wydają się mieć tę samą wartość. Tymczasem C.E. napisano nie o tym, co można, lecz o tym, co trzeba; nie o stosowności czy wygodzie, lecz o zasadach. Wśród innych wad i niewłaściwości stylu czasowniki „czytać”, „recytować”, „mówić” i „śpiewać” są używane bez rozróżnienia.

C.E. potrzebuje komentarza. Dotychczas dostrzegły to trzy osoby i próbowały wykonać tę pracę. Pierwszy był oratorianin Giuseppe Catalani, który opublikował Caeremoniale Episcoporum nunc primum commentariis illustratum (2 tomy in folio, Rzym 1744). Można powiedzieć, że krąży wokół tematu, nie wnikając w niego. Rzadko znajduje się tam pożądane wyjaśnienie lub odpowiedź na nasuwające się pytania. Zamiast komentować tekst C.E., autor rozwodzi się nad dniem lub przypadającym świętem, co od dawna zostało już opracowane przez innych. Wypełnia tom, zapełnia kolumny, cytując długie fragmenty, mniej lub bardziej związane z tematem. Uważa, że komentuje paragraf, powtarzając jego treść słowo w słowo, dodając własną uwagę, w której łatwo zmyśla i zbacza z tematu, na koniec stwierdzając, że rzecz jest zbyt jasna, by wymagała objaśnienia. Wznowienie tego dzieła, dokonane w Paryżu w 1850 roku dla wsparcia rzekomego przyjęcia obrządku rzymskiego we Francji, oraz dodane nieliczne uwagi nie poprawiły go w niczym.

Po drugie, istnieje Le Cérémonial des évêques commenté et expliqué (in-8°, Paryż 1856), autorstwa Mons. Ignace’a Bourgeta, biskupa Montrealu w Kanadzie. Jest to zbiór notatek o tym, co autor widział i czego się nauczył podczas pobytu w Rzymie w związku z ogłoszeniem dogmatu o Niepokalanym Poczęciu. Zamiłowanie i gorliwość autora nie zastąpiły przygotowania i doświadczenia, których mu brakowało.

Po trzecie, mamy Praxis pontificalium seu Caeremonialia episcoporum practica expositio (3 tomy in-8°, Lowanium 1873), autorstwa P. J. B. De Herdta, kanonika metropolii Mechelen. Dzieło zbliża się do komentarza, ponieważ ściśle podąża za tekstem C.E., który przytacza; oddala się jednak od komentarza, ponieważ nie dyskutuje obszernie ani dogłębnie. Przypomina raczej konkordancję między C.E. a dekretami Świętej Kongregacji Obrzędów. Przedstawia ogromną liczbę dekretów, nie zawsze związanych z tematem ani zawsze spójnych. Uważając, że C.E. i dekrety nigdy się nie mylą, autor trudzi się, by je pogodzić, wyciągając wnioski niepewne i fantastyczne. Ufając bardziej literze niż duchowi, nie ośmielając się stwierdzić niczego, czego nie powiedzieli już inni, zdarza mu się interpretować C.E. poprzez przywołanie Caeremoniale Sanctae Romanae Ecclesiae, którego nie rozumie.

Niedostatki dawnych komentarzy skłaniają mnie do przedstawienia C.E. w lepszym świetle: przez podanie wyjaśnień, które pozwolą ukazać jego sposób myślenia; przez umożliwienie zrozumienia opisywanych ceremonii; przez ułatwienie i uczynienie bardziej interesującym wykonywania tego, co przepisuje. Komentarz po francusku wymaga francuskiego przekładu tekstu łacińskiego, który nie odznacza się ani wewnętrzną jasnością, ani porządkiem wywodu.

Podobnie jak tekst łaciński, mój komentarz nie może podać pochodzenia, powstania ani przyczyny ceremonii. Uzasadniam wszystko, co mogłoby wyglądać na zbyt swobodny przekład C.E. Uzupełniam to, co C. E. chciał powiedzieć, nie mówiąc tego. Poprawiam oczywiste błędy, wprowadzam porządek tam, gdzie go brakuje, usuwam słowa niepotrzebne lub szkodliwe, niewłaściwe i niedokładne. Uzupełniam to, co jest konieczne dla integralności tekstu lub rozwinięcia myśli. Przywracam prawdziwy związek przyczyny i skutku tam, gdzie został wypaczony. Słowa, części zdań lub całe zdania dodane przeze mnie będą widoczne w nawiasach. Zajmuję się rzeczami dobrze mi znanymi i zapewniam czytelnika, że nie nadużywam jego łatwowierności. Wypowiadam się bez najmniejszego aparatu naukowego, pozostawiając komuś bardziej uczonemu ode mnie troskę zaprzeczenia temu, co mówię.

Odpowiadając na pytania, które mi zadano, wyjaśniam istnienie episkopatu w takiej czy innej sytuacji.

Autorzy o skłonnościach kanonistycznych lub moralistycznych nie omieszkali dyskutować, czy istnieje obowiązek przestrzegania C.E. Nie zakłócając ich rozpraw, mówię im, że ceremonie są sprawą rozumienia i wychowania znacznie bardziej niż sumienia. Kto dobrze rozumie C.E., zrobi wszystko, by go przestrzegać. Pozostali –  a iluż ich jest! –  będą wykonywać ceremonie niezrozumiałe, proporcjonalne do ich własnego braku zrozumienia. Tym bardziej że C.E. dotyczy nie tylko biskupów, lecz także kościołów katedralnych, kolegiackich i klasztornych oraz wszystkich tych, w których odbywają się uroczyste czynności; jest niezbędnym uzupełnieniem Mszału i jedynym istniejącym zbiorem przepisów dotyczącym sprawowania oficjum Bożego.

Komentuję C.E. według wydania Pusteta z Ratyzbony z 1886 roku, ostatniego wydania określonego jako typiczne. Do dekretu autentyczności wydawca dołączył opinię redemptorysty G. Schoberta, jednego z kompilatorów ostatniego, eklektycznego i niekompletnego zbioru dekretów Świętej Kongregacji Obrzędów, ukończonego w 1900 roku. Zakonnik ten poświadcza, że każda karta C.E. przed drukiem została przejrzana, poprawiona i zatwierdzona. Oczywiście tylko o tyle, na ile korektor nie był roztargniony.

Caeremoniale Sanctae Romanae Ecclesiae, z którego częściowo wywodzi się C.E., prowadzi do częstego mówienia o kaplicy papieskiej, dla której zostało napisane. Rocznik papieski (fr. Annuaire Pontifical), który przez czterdzieści jeden lat był rozkoszą duchowieństwa, definiował ją tak: „Kaplica papieska obejmuje wszystkie osoby i kolegia, które mają wyznaczone miejsce w kaplicy papieskiej i które z tego tytułu powinny towarzyszyć papieżowi podczas jego publicznych czynności, konsystorzy, kaplic i procesji”. Staram się podać definicję bardziej zadowalającą, dopóki nie zostanie zaproponowana lepsza. Kaplica papieska jest zgromadzeniem Świętego Kolegium, episkopatu, prałatury, rodziny papieskiej, urzędników i dostojników kościelnych, zakonnych i świeckich, na uroczyste czynności liturgiczne z celebracją papieża lub jego udziałem, nawet jeśli odbywają się podczas jego chwilowej nieobecności, a także w czasie sede vacante. Zbiera się również na konsystorz publiczny, chociaż nie jest to czynność liturgiczna; zbierała się też podczas pochodu przy obejmowaniu bazyliki św. Jana na Lateranie przez nowego papieża. Widać, że „kaplica papieska” oznacza najpierw miejsce, następnie to, co się w nim odbywa, a wreszcie tych, którzy w tym uczestniczą.

Ponieważ C.E. mówi także o prałatach niebędących biskupami, nie od rzeczy będzie określenie pojęć prałata i prałatury. Przyjmując, że kardynalat nie jest prałaturą, lecz stanem wyższym, księstwem kościelnym, prałatura jest godnością kościelną różnych stopni, pochodzącą od papieża lub przynajmniej przez niego zatwierdzoną, trwającą przez całe życie posiadacza, obowiązującą wszędzie (z wyjątkiem pewnych przypadków w kaplicy papieskiej), obejmującą określone insygnia i pierwszeństwo. Prałatura opiera się na urzędzie, lecz często jest tylko honorowa.

Będzie mowa o familiantach papieża w związku z porządkiem pierwszeństwa; należy więc podać dokładne pojęcie. Rodzina papieska oznacza ogół osób wszelkiej rangi, duchownych, zakonnych i świeckich, które tworzą zwyczajowe otoczenie panującego papieża, rzeczywiste lub honorowe.

Nie można dostatecznie wyjaśnić tych spraw, ponieważ w literaturze religijnej kardynał bywa często nazywany znaczniejszym prałatem, podczas gdy o biskupie czyta się, że został wyniesiony do godności księcia Kościoła.

Kiedy dochodzi do zestawienia z kaplicą papieską, używam czasu teraźniejszego, ale należy to rozumieć w czasie przeszłym. Do 20 września 1870 roku kaplica papieska odbywała się pięćdziesiąt osiem razy w roku, nie licząc wydarzeń dodatkowych; od tej daty przestała uczestniczyć w cyklu liturgicznym, zarówno okresu liturgicznego, jak i świętych. Widać już tylko kanonizacje, jakąś rzadką Mszę rocznicową albo to, co wiąże się ze zmianą pontyfikatu. Ogromna i godna ubolewania luka! Biskupi mieli tam wspaniały przykład gorliwości liturgicznej. Pozbawieni bodźca, niektórzy opuszczają swoje katedry nawet w główne święta, udając się do miejscowości diecezjalnych, by odbywać spotkania o charakterze religijnym, społecznym, szkolnym, rolniczym i sportowym, z przyjęciem w ratuszu, jeśli to możliwe. Zdarza się, że oficja, które powinny odbywać się w katedrze, odbywają się w kaplicy wielkiego seminarium. Spotyka się szkodliwe osobliwości, jak ta z 2 listopada, gdy pewien arcybiskup zamiast uczestniczyć w katedrze we wspomnieniu zmarłych, wolał odprawić cichą Mszę na cmentarzu.

Zgodnie z C.E. nazywam pluwiałem znany wszystkim jedwabny płaszcz; kapą nazywam szatę chórową, która w różnych postaciach służy kardynałom, biskupom, metropolitom, nuncjuszom, kolegiom prałackim Kurii Rzymskiej i kapitułom, kanonikom regularnym, wielu kapitułom świeckim i nadal służy niektórym z nich, a także kilku zakonom żebrzącym. Nie ma potrzeby używania łacińskiego i włoskiego słowa cappa. Określenie magna, którym często ją się opatruje, mogłoby odnosić się tylko do kapy kardynalskiej i prałackiej (także noszonej przez kapituły), która w epoce renesansu została wydłużona o tren. Każda kapa bez trenu lub z trenem podwiniętym pozostaje kapą.

Wyrażenia liturgiczne „przyoblec się”, „być przyodzianym” i „strój” oznaczają czynność wkładania szat sakralnych, osoby, które są w nie ubrane, oraz stan osoby, która je nosi.

Uważam za pożyteczne komentowanie trzeciej księgi C.E., chociaż jest ona dodatkiem uzasadnionym przez czasy, które przeminęły. Księga ta nie tylko podaje pewne konkretne reguły ceremonialne, ale sprzyja też poszanowaniu hierarchii, dobremu uporządkowaniu i protokołowi; sprzeciwia się niedbałej swobodzie, rzekomo demokratycznej poufałości. Gdyby duch tej trzeciej księgi dominował, nie widzielibyśmy arcybiskupa diecezjalnego udającego się na dworzec kolejowy, by oczekiwać i przyjąć arcybiskupa tytularnego przybywającego do niego jako koadiutor; nie widzielibyśmy biskupa diecezjalnego wraz z kapitułą przy drzwiach swojej katedry, przyjmującego biskupa tytularnego, który przybywa jako jego pomocnik.

Moje dzieło, niemodne, rozpoczęte w 1950 roku, ukazałoby się prawie dwa lata wcześniej, gdyby nie zostało opóźnione przez małostkowe i nieprzyjemne szykany.

Przedstawiciele nowej szkoły, kierujący ruchem liturgicznym, widzą w C.E. jedynie grymuar, staroć, szachownicę, na której można dowolnie poruszać pionkami; nie mają pojęcia o jego nauce. C.E. pochodzi z czasów, gdy duszpasterstwo dostosowywało się do liturgii, a duszpasterze nie zamierzali kierować ceremoniami. Pamięć o tych czasach zasługuje na to, by nie zniknąć, a zatem by mieć świadka. Jeśli pewnego dnia pojawi się kwestia poprawienia C.E., zamiast je psuć, trzeba będzie znaleźć wykonawców innych niż ci, których dotychczas wydała epoka.

W spisie rozdziałów tytuły rozdziałów zostały tam, gdzie było to potrzebne, uczynione bardziej zgodnymi z ich treścią niż po łacinie.

L[éon]. G[romier].

Rzym, 15 stycznia 1959 r.